poniedziałek, 15 lutego 2010

Bul, bul...

taki mniej więcej odgłos mógłbym wydawać, gdyby otaczająca nas ze wszystkich stron woda nie była w stanie stałym, tylko (poniekąd jej przyrodzonym!), stanie ciekłym. Zasypało nas kompletnie! W złą godzinę wczoraj mi przyszło do głowy to porównanie z pancernikiem Yamato. Drań, poczuł się samotny i postanowił na nasze pola zaprosić też swojego brata bliźniaka, Musashi!

(Tak na marginesie: nazwy obu pancerników pochodzą od historycznych prowincji Japonii. To na tyle oczywiste dla każdego, kto ciut liznął języka i historii, że w ogóle żadne inne skojarzenia nie przychodzą do głowy. Tymczasem oddałem ci ja ongiś redakcji "Mówią Wieki", która się potem na mnie - ale nie z tego powodu akurat - śmiertelnie obraziła i już więcej nie chce mnie znać, artykuł o Miyamoto Musashi. Którego nazwisko - pseudonim właściwie - też od nazwy tej prowincji pochodzi. I redaktor naczelny pyta się mnie, dlaczego nie dopisałem, że Japończycy na cześć tej postaci pancernik nazwali! Tak, jakby niszczyciel "Warszawa" nosił tę śmieszną nazwę na cześć jakiegoś pana Warszawskiego... Ale redakcja wiedziała lepiej i koniec końców miniaturowe, bo miniaturowe, ale zdjęcie tego nieszczęsnego pancernika też do artykułu wsadzili!)

Aż do południa siedziałem nad kolejnym niewdzięcznym tekstem. Z finałem bardzo dramatycznym, bo końputer się na koniec zawiesił i byłem w strachu, czy mi efekt pracy w postaci ogromnej bardzo tabeli zdołał się zachować, czy nie - ale zdołał, straty nie były wielkie.

Siedziałem z przerwą na wizytę w naszym wioskowym sklepie tym bardziej, że Lepsza Połowa słabowała przez cały dzień i jakoś nie mogłem jej zostawić. W końcu jednak, trzeba było ruszyć cztery litery i zacząć coś robić. Szczególnie, że koło południa właśnie, przestało nareszcie sypać.

Jak przestało sypać, tak złapałem fazę na odśnieżanie i odśnieżyłem nie tylko wszystkie dróżki wokół chatki i od chatki do wiatki, a także od wiatki do chatki i od chatki na pustynię - ale też dach wiaty na tyłach chatki i dach wiaty dla koni. Pierwej uwieczniając fantazyjny nawis śnieżny, jaki się nad jej południową ścianą utworzył:


W trakcie odśnieżania zastał mnie sąsiad Wojtek razem z zięciem byłego sołtysa, którzy przywieźli owies. Obiad dla koni spóźnił się przez to o godzinę. Jakiś nieprzytomny byłem, bo przecież spokojnie mogłem konie napoić i nakarmić i dopiero potem z chłopami do herbatki z prądem siadać. No, ale mleko się rozlało, nie ma co narzekać, czterokopytnym w końcu nic się nie stało. Lepsza Połowa dalej czuła się kiepsko. Siłą rzeczy zatem, wizyta była jednak krótka dość. Podobno Wojtek mówił, że chce ode mnie hektar ziemi pod owies wydzierżawić, a ja się byłem już na to zgodziłem. Trudno powiedzieć. Wojtek mówi tak niewyraźnie, że równie dobrze mógł się o godzinę pytać - spróbuję jednakowoż rzecz wyjaśnić, bo pamiętam, że jak był u nas pierwszy raz, miesiąc temu, to też mi się wydawało, że o czymś takim mówi.

Dopiero potem zabrałem się za sprzątanie pod wiatą. No i na rżnięcie czasu przed zmrokiem już zabrakło. Jakoś wolę widzieć, co rżnę. Zboczenie takie.

Skądinąd, wiele bym nie narżnął, bo olej do smarowania łańcucha piły prawie się już skończył. Trzeba do Warki. Albo pożyczyć od kogo ze wsi i w środę z Wojtkiem do Białobrzeg na targ pojechać. Co chyba byłoby najlepszym pomysłem! 

W każdym razie, póki nie narżnę uczciwego zapasu, na kilka dni przynajmniej, nie ma mowy, żebym się z Boskiej Woli ruszył. Wykończyła nas ta śnieżyca paliwowo, nie ma co zaprzeczać.

Za to wczoraj, w sam środek wichury i śniegopadu odwiedziły nas dwie dzielne dziewczyny z wielkimi aparatami fotograficznymi. Poganialiśmy trochę zwierzynę i efektem jest seria zdjęć autorstwa pani Jessiki Boroń, które dziś dostałem:
Osman Guli


Dalia wlkp z ciotkami


Taż w kłusie z Margire i Osman Guli. Może ktoś by chciał takiego konia do ujeżdżenia, a..?

Nie dam!

Bubulencja. Czyli Osman Guli

I jeszcze raz Dalia. Bo dziewczyny przyjechały achałtekinki fotografować. Jasne więc, że to zazdrosna wielkopolanka musiała akurat pokazywać się najlepiej! Poza tym, ona lubi się bawić w gonienie po padoku...

2 komentarze:

  1. Piękne zdjęcia, piękne konie.
    Pozdrowienia zza Buga, Ewa S.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam dokładnie takie same nawisy na oborze. ;-)
    ES.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...