niedziela, 17 stycznia 2010

Osobliwości

Ewenementem nieomal nie mieszczącym się w mojej wyobraźni był wczorajszy przejazd naszą polną dróżką… pługa śnieżnego! Pług był podczepiony do dość niedużego traktorka, więc pracowało mu się ciężko i powoli, ale wykonał swoje dzieło z wielką wytrwałością. Mamy teraz świetny tor zimowy do jazdy konnej. Konie zresztą niemal natychmiast go wypróbowały, bo znowu zerwały linki zamykające wejście do ich królestwa i koleiną po traktorze dobiegły w piątkę do drogi, a potem do wsi. Mało brakowały, a by do byłego sołtysa na podwórko wbiegły – tam się koleina kończy.

Oczywiście, Dalia wlkp, jako z natury ostrożna przywódczyni stada, na takie ekscesy jak zwiedzanie cudzego obejścia, towarzystwu nie pozwoliła. Zgarnęliśmy je łatwo. Były na tyle uprzejme, że tym razem zwiały w ciągu dnia, na jakieś pół godziny przed zachodem słońca. Skończyło się zatem na lekkiej przebieżce przed obiadem (naszym, bo one zjadły dużo wcześniej).

Na te linki niewiele można poradzić. Póki wyjście jest przy wiacie. Po prostu mają zwyczaj – zwłaszcza Dalia – wyglądać zza wiaty w stronę naszej chatki, skąd zwykle przychodzi owsik i rozrywka i przy tej okazji napierają na linki które, jak by nie były zawiązane, wcześniej czy później poluźniają się lub pękają. Gdyby tak choć jeszcze dwa lub trzy słupki z docelowego ogrodzenia dało się wmurować…

Dlaczego wynikiem ciężkiej i wytrwałej pracy pługa śnieżnego jest zimowy tor do jazdy konnej? Bo, oczywiście, nie wybrał śniegu do gruntu. Tylko go wyrównał. Więc, zamiast bardzo już ubitych kolein, na których nawet ważąca 2,5 tony Wendi się nie zapadała i przeoranego już wiele razy jej wałem, dość luźnego śniegu z kawałami lodu pośrodku, teraz jest równa, gładka powierzchnia średnio ubitego śniegu, w którym ciężki Nissan Patrol zapada się jak w bagnie. Wiem, bo udało się w końcu Wendi odmrozić i cztery razy na naszej dróżce zdołałem się już wczoraj zakopać. Dopóki znowu się nie ubije kolein, jazda jest gorsza niż po polu…

Wendi udało się odmrozić dopiero po południu, bo oczywiście Radka brat Wojtek nie wciągnął jej na noc do garażu. Musieliśmy to zrobić z Radkiem i jego matką rano, kiedy do nich przyszedłem (osobliwie sympatyczne było zaangażowanie całej ich rodziny, w końcu swoją robotą też przygniecionej, w to nieszczęsne rozmrażanie…). Radka brat zmajstrował w garażu kozę własnej roboty – tak na oko ze dwa razy większą od naszej. Jej, jak to się łatwo rozpala i ile ciepła daje! W cztery godziny cały lód z samochodu zszedł, silnik ruszył ładnie i bez żadnego przerywania. A uszczelka, którą dzień wcześniej znalazłem, nie była od mojego filtra paliwa. Ktoś inny ją zgubił w tym miejscu.

W międzyczasie żona Radka zawiozła mnie na zakupy do Warki, mamy więc zapasy i trochę czasu przeżyjemy. Jedynie zapas drewna przez zamarznięty samochód, który mi wiele czasu w ciągu ostatnich trzech dni pożarł, skurczył się znowu, zamiast przyrosnąć. Trzeba będzie jeszcze jutro rano do Warki pojechać, łańcuchy do piły naostrzyć, olej do smarowania i olej do paliwa kupić. O ile Wendi znowu nie zamarznie? Paliwa ma więcej w baku niż miała, ale przecież, że nie do pełna… Na wszelki wypadek postawiłem ją odwrotnie niż zwykle, prawym bokiem, gdzie bak ma i wszystkie paliwowe przewody, od zawietrznej.

Wieczorem była u nas jakaś kanonada. I to jest osobliwość prawie na miarę pługa śnieżnego. Bo co to mogło być? Nie polowanie przecież – pojedynczy myśliwy by tyle huku nie zrobił, zresztą osobliwe było w tym i to, że wybuchy powtarzały się z dużą regularnością, jeden po drugim – a o polowaniach zbiorowych po ciemku nigdy nie słyszałem. Dla paintballowców, którzy mają tu swój tor przeszkód (ale po drugiej stronie, bo od torów te huki dochodziły, nie od wsi!), chyba było za zimno, prawda? A nawet przez chwilę coś jakby błyski na horyzoncie było widać. Może ktoś po prostu odkrył zapas nie odpalonych petard po sylwestrze..? Na szczęście, konie olały tę osobliwość.

A dzisiaj nie pozostaje nam nic innego, jak z naszego zimowego toru do jazdy skorzystać i pogalopować tam i z powrotem… I tak 10 razy, to może któraś się choć z lekka zarumieni!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...