poniedziałek, 4 stycznia 2010

Odyniec

Zima pani kierowniczko, to zimno..! - zwierzynie też, stąd my dziś zaliczyliśmy full wypas z fajerwerkami wycieczkę, nie oddalając się bardziej niż 500 metrów od domu! Bo, korzystając z głębokiego śniegu pojeździłem sobie po naszym, jeszcze nie do końca gotowym padoku po przeciwnej stronie drogi. Najsampierw zameldowały się z hurgotem nasze psychopatyczne przepiórki - ledwo zdążyliśmy drogę przejść, już spod kopyt wyfrunęły. Znakiem tego kot zewnętrzny Murkis, który już je był poprzednio rozumu i dystansu do naszej chatki nauczył, zbyt jest pochłonięty próbami dostania się na zapiecek pod naszą kozą, albo w ostateczności na strych (gdzie właśnie w tej chwili grzeje sobie męskość przy kominie...), żeby się za ptactwem uganiać, to znowu zbezczelniały... Ale dobrze, Wielki Straszny Zwierz nawet uszami nie zastrzygł. Na drugim końcu padoku, w tzw. "Dzikim Zachodzie", gdzie nam kawałek pierwotnego gąszcza się przed karczunkiem uchronił, zobaczyłem wśród drzewek naszego etatowego, zaprzyjaźnionego zajączka. Tośmy ruszyli w jego stronę, co by się przywitać. W tym momencie Zwierz zatrząsł się pode mną cały, co w naszym tajnym języku oznacza "Uwaga! Będę się płoszyć! Spłoszenie lekkie, pierwszego stopnia!". Zdążyłem przyjąć wygodny, fotelowy dosiad, gdy wykonała 3 (słownie: trzy) fule galopu, po czym pozwoliła sobie i mnie się obejrzeć. Dokładnie prostopadle do kierunku naszej "ucieczki" spie...ał skokami przez głęboki śnieg wielki jak szafa odyniec. Normalnie, kawał świni! Odchował się na Radkowej kukurydzy, do tej pory nie zebranej... Lepsza Połowa po powrocie ze swojej z kolei jazdy, też w tamtą stronę melduje, że cały zagajnik do naszego padoku przyległy, wzdłuż i w poprzek śladami dzika pocięty, a i miejsca gdzie rył za pendrakami czy inną karmą, co kawałek wyraźnie w śniegu widoczne...

Co poza tym? Poza tym, prawie już karnawał, to w ramach konkursu przebierańców, za zgodą Lepszej Połowy, daję trochę zdjęć z życia naszego codziennego. Na zdrowie i ku rozrywce P.T. Czytelników!

Na koniec pracowitego dnia nieprijatnost‘: sąsiad, od którego kupowałem owies, nie chce mi go więcej sprzedawać. W każdym razie nie po cenie, jaką byłbym skłonny zapłacić. Tydzień stopniowego przestawiania koni z jego zeszłorocznego owsa na jego tegoroczny owies został zatem zmarnowany. Trudno, muszę jak najszybciej znaleźć innego dostawcę, w miarę możliwości – stałego na tyle, żeby sobie roboty nie dodawać mieszaniem owsa różnego pochodzenia do każdego posiłku po raz kolejny zbyt szybko…

















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...