wtorek, 19 stycznia 2010

K.L.O.N.

Google Analytics, obok wielu innych ciekawych funkcji, które dopiero poznaję w miarę wolnego czasu (zainstalowałem sobie tę usługę wszystkiego dwa tygodnie temu), podaje też, skąd Państwo P.T. Czytelnicy wchodzicie na tę stronę. Taki Big Brother.

Okazuje się, że 75% wejść następuje za pośrednictwem linków zamieszczonych na innych stronach. Przoduje w tym rankingu blog Indianki. Indiankę i wszystkich Państwa niniejszym serdecznie pozdrawiam. Na weselu trzeba by w tym momencie wstać i wypić – ale to już może każdy indywidualnie, póki się kiedyś w realu nie spotkamy, co by te wszystkie toasty nadrobić J. Zaraz potem, z bardzo podobną zresztą liczbą wejść, sytuuje się sam blogger.com, czyli portal, który prowadzenie tego bloga umożliwia, moja strona domowa, na portalu Apple, oraz oba wcielenia re-volty, czyli re-volta.pl i voltopiry.pl. Wstajemy i pijemy!

Potem długo, długo nic i zaczynają się różne ciekawe stronki, które właśnie dzięki Google Analytics odkrywam. Na przykład, odkryłem wczoraj w ten sposób TransBlog. W pierwszej chwili, przyznaję, byłem zachwycony: dawno nie czytałem tak rozsądnych i wyważonych opinii o przesiedleniu się z miasta na wieś, pisanych tak ładnym, naturalnym, a zdradzającym wielkie wyrobienie stylem. No i ta kresowa melancholia… Z góry się cieszyłem na długą lekturę wieczorem, kiedy codziennie mam problem jak tu dotrwać przynajmniej do tej 21.00, a jeszcze lepiej do 22.00 i nie paść: a dotrwać muszę, co by pójść ten ostatni raz do koni, wody im nalać, kran uprzednio rozmroziwszy (wczoraj w strachu byłem, bo mi rano trzy razy korki wywalił i długo się rozmrażał – ale potem było już OK), siana dać i sprawdzić, czy ogrodzenie całe. Przyznaję Państwu, że jak wczesnym rankiem energia mnie rozpiera i pomysłami tryskam mimo, że ciemno za oknem i zimno, tak wieczorem, w podobnych przecież warunkach zewnętrznych, oczy mi się same zamykają i gdybym mógł, to bym nawet wieczornych wiadomości w pudle nie czekał. Chyba, że się coś niezwykłego dzieje – ale co się może dziać niezwykłego, kiedyśmy zasypani i zamrożeni jak, nie przymierzając, konflikty narodowościowe w ZSRR..?

Trochę się jednak rozczarowałem. Od dawna mamy już dobrą przyjaciółkę, ongiś jeszcze na starej volcie poznaną, która uprawia różne gatunki wiedzy tajemnej i magii. Nie przeszkadza nam to bardzo ją cenić i w końskich sprawach zwłaszcza, rady u niej szukać, bo ma wiele innych zalet – choć oboje z Lepszą Połową zgodni jesteśmy co do tego, że cała ta ezoteryka jest w najlepszym razie nieszkodliwym wariactwem. W najlepszym razie! Bo patrząc na sprawę obiektywnie to wiara w to, że jakieś martwe kamienie pędzące przez kosmiczną próżnię miliardy kilometrów od nas, czy ogromne kule rozżarzonej plazmy, których światło potrzebuje setek, tysięcy, a nawet milionów lat, żeby do nas dotrzeć (i z których walna część w chwili, gdy piszę te słowa, zgoła już wcale nie istnieje, a tylko nasi odlegli potomkowie, jeśli doczekamy się takich, za miliard lat się o tym dopiero dowiedzą!), a więc planety i gwiazdy, mają wpływ na nasz charakter, temperament czy losy – źle jakoś o zdrowych zmysłach wierzącego świadczy… Już pomijając wszystko inne, to gwiazdy które, z Ziemi widziane, tworzą konstelacje przez starożytnych Sumerów (albo i wcześniej, przez pierwszych, neolitycznych rolników…) wyróżnione jako znaki zodiaku, tak naprawdę nie mają ze sobą nic wspólnego i dzielą je setki lat świetlnych próżni, a ich układ całkiem jest przypadkowy i widzianych z planety obiegającej inne słońce, nie da się rozpoznać…

Wiara w horoskopy i wróżki nie dziwi u prostego ludu. Tak zawsze było i zawsze będzie. Prosty lud jednak nie bloguje, a już na pewno nie robi tego tak ładnie. Skąd więc to dziwactwo – bo, z całym szacunkiem, tak muszę to nazwać?

Winna jest chyba współczesna nauka. A raczej jej parodia, z którą najłatwiej jest wejść w kontakt i natychmiast się sparzyć. Nauka podczas II wojny światowej została na całym niemal świecie upaństwowiona – i teraz ponosimy tego konsekwencje. Większość „pracowników naukowych“, to durnie i darmozjady: o czym zresztą wyczerpująco pisze JKM, nie ma co tego powtarzać. Dla człowieka myślącego, który nie miał szczęścia zetknąć się z nauką prawdziwą, która dzisiaj z pompatycznym i śmiesznym w swojej próżnej dumie XIX-wiecznym pozytywizmem niewiele ma już wspólnego, ezoteryka może być intelektualnie pociągająca. Tym bardziej, że zagłębienie się w teorię chaosu wymaga jednak matematyki, której od dawna już w szkołach średnich nie uczą. Tarot czy I-qing (który zresztą bardzo szanuję: promotor mego niedoszłego doktoratu twierdził, że właściwie stosowana, wróżba z Księgi Przemian jest rodzajem autohipnozy, pozwalającej na uruchomienie nie używanych zwykle przez nasz racjonalny mózg pokładów intuicji i pamięci), takiej matematyki nie wymaga, a oferuje bogatszy i prawdziwszy obraz świata, niż brednie powtarzane na większości katedr przez idiotów lub leni z profesorskimi tytułami.

Tymczasem wygląda na to, Proszę Państwa, że wspólnym wysiłkiem potrafimy coś zdziałać! Otworzył mi się właśnie ranking – i, uwaga, uwaga! Jesteśmy na 9 stronie, na samej jej górze. To może jeszcze po sms-iku? A00113 na numer 7144. Żeby w południe, kiedy się będzie ranking resetował, było już na stronie 8? Tylko 1,22 zł. W tym grosik na żołnierzy – jak śpiewa Kazik… - i grosik dla księdza, w parafii nędza…

O gwiazdach jeszcze będzie – obiecuję. Od dawna mam ochotę spisać myśli oderwane, jakie przychodzą mi do głowy podczas mojej ulubionej każdego dnia czynności, jaką jest sprzątanie gnoju. Serio, serio! Lubię to robić, bo nie trzeba się cały czas schylać, jak przy rąbaniu drewna, a mile ciepło się robi od machania widłami i pchania taczki. Przy tym można sobie dowoli porozmyślać. O rzeczach najzupełniej abstrakcyjnych. Ostatnio mnie wzięło właśnie na podróże do gwiazd. Tyle, że jak już skończę, a potem jeszcze trochę narżnę, albo co innego zrobię, to jest już wieczór i oczy się same zamykają… Dzisiaj będę się musiał poważnie zająć rżnięciem (łańcuchy naostrzone, zapas oleju do smarowania uzupełniony, tylko brać i rżnąć!), co by zapas drewna porządnie przed ciągle się odsuwającymi (wedle prognozy pogody) większymi mrozami uzupełnić. Co zresztą, jak czytam, wydaje się dość powszechną czynnością u blogujących przesiedleńców.

Razem, zdaje się, tworzymy niezły Klub Ludzi Odrobinę Nietypowych. Czyli K.L.O.N. Wypiłbym za to, a choćby i naleweczki („trzy dziewiątki“ to nic przy prawdziwym, litewskim samogonie! Piłem raz taki w Wilnie, od sąsiada rodziców Lepszej Połowy otrzymany, ech..!).

1 komentarz:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...