niedziela, 3 stycznia 2010

Irytacja

Kieliszek czerwonego wina, którym poczęstowała mnie o 3.40 Lepsza Połowa (obudziła się, bo się jej wydawało, że konie luzem za ścianą słyszy, a że poszedłem sprawdzić – spały w najlepsze – to dostałem w nagrodę) pobudził mnie do napisania nader dowcipnego tekstu o dopłatach dla „NCz!“. Co z tego, skoro od 6.00 rano nie mogę go wysłać bo nawet, jeśli uda się połączyć z netem, to na zbyt krótko, żeby mi się moja hamerykańska poczta zdążyła załadować!

Nie chce mi się grać we „Freeciv“, w końcu ile można? Do czytania, jeszcze z ostatnich targów książki, została mi Dariusza Nawrota „Litwa i Napoleon w 1812 roku“ – buch tyleż gruntowny i wyczerpujący, co nudny. W każdym razie: w pierwszym rzędzie naszej biblioteczki. Do drugiego rzędu trudno się dostać, najpierw trzeba wyjąć pierwszy – a jeszcze w takiej nie jestem desperacji.

Tymczasem za oknem sypie nieprzerwanie żywa kpina z globalnego ocieplenia. Koza (na szczęście) pali się radośnie mimo, że drewno śniegiem zmoczone. Zapas drewna mamy zresztą spory. Podobnie jak siana – przywiozłem wczoraj 45 kostek, leży jeszcze na przyczepie. Trzeba będzie wysprzątać pod wiatą, żeby te kostki tam przełożyć. Zostało też od wczoraj trochę drewna do porąbania. W sumie jednak, spieszyć się nie ma do czego.

Co pozostaje? Bezsilna irytacja. A jak uda się choć trochę połączyć, to poszukam na Allegro aktywnej anteny do naszego blueconnecta, bo tak dalej to już być nie może!

Powód do irytacji dał nam też nasz mysz. Bo my mamy mysza. Rodzaju męskiego. Od dawna zresztą. Oryginalnie, w dwóch trzecich nasza chatka była w środku przedzielona ścianą wewnętrzną na dwie części. Po ścianie tej pozostał słup (przez mojego Ojca pięknie obłożony oheblowanymi deskami, do których przybite są wieszadła na siodła i inny sprzęt jeździecki) i framuga wewnętrznych drzwi. Reszta ściany była murowana, a jej elementem był komin i piec, zapewne kaflowy. Wszystkie te murowane składniki nasza chatka utraciła lata temu, podczas swojej pierwszej podróży – kiedy ją człowiek, od którego ja ją potem kupiłem, na przodkach od wozów, w cztery konie zaprzężonych, z jednego na drugi koniec wsi przewoził.

Po wewnętrznej, murowanej ścianie pozostała odpowiadająca jej szerokości szczelina w stropie, nad którym jest nasz strych. Na początku naszego tu osiedlenia, zabezpieczyliśmy się przed opadem śmiecia z nie wykończonego strychu folią, szczelnie na całej szczelinie przytwierdzoną. Potem przez tę szczelinę przeprowadziliśmy komin dla naszej kozy. A jeszcze później szczelina została w części zabita od góry deskami, tworzącymi podłogę strychu (w części, bo nie tracimy nadziei na zbudowanie pewnego dnia wewnętrznych schodów na strych), w całości zaś – założona styropianem. Pod którym jest jednak dość miejsca, żeby się mysz od czasu do czasu po folii przechadzał. Prezentując nam przy tym w całej okazałości spodnią stronę swego jestestwa – niewątpliwie rodzaju męskiego!

Oba koty z myszem chyba się zaprzyjaźniły. Co jakiś czas wpuszczamy to Murkisa, to Sylwestrę na strych. Od razu biegną do wielkiego kłębu wełny mineralnej, który leży na samym środku, dodatkowo zabezpieczając ten fragment szczeliny po dawnej murowanej ścianie, nad którą nie zrobiłem podłogi. Jest tam ciepło i przytulnie, można sobie podrychnąć* w spokoju w środku tego kłębka. Wczoraj przypadkiem Lepsza Połowa wpuściła na strych oba koty na raz – i się o tę miejscówkę pobiły!

Łapać strychowego mysza nie mają jednak najmniejszego zamiaru. Przy czym o ile można zrozumieć niechęć do tak niecywilizowanego zachowania ze strony naszej pieszczoszki Sylwestry, to dziki, wiejski kocur Murkis, który już wszystkie biegające żyjątka w promieniu pół kilometra wytępił, postawą wobec strychowego mysza sprawia nam zawód.

Wcale nie chodzi przy tym o mysi ekshibicjonizm. Mysz wydrążył sobie w którejś ze ścian tunel i nocami schodzi na dół żerować. Przed chwilą odkryłem, że napoczął moje ulubione orzechowe wafelki z wareckiej Pierdonki.** Świnia nie mysz! Zjadł mało co, ale cała reszta wyschła i stwardniała, bo przegryzł opakowanie. No i jak tu nie ulec bezsilnej irytacji..?

P.S.
Drychnąć* - termin Lepszej Połowy (tantiema za życzliwą adopcję mile oczekiwana!); w wolnym tłumaczeniu: „zawzięcie, uparcie i ze smakiem spać“, szczególnie odnoszące się do kotów, ale też i do naszej Śpiącej Królewny Melesugun.

Pierdonka** -  termin Lepszej Połowy (tantiema za życzliwą adopcję mile oczekiwana!), którego chyba nie trzeba tłumaczyć..?

4 komentarze:

  1. Witam serdecznie w Nowym Roku :)
    życzę wiele sił i niesłabnącej determinacji w zagospodarowywaniu się i w realizacji Waćpana planów :)

    Widzę, że i Waćpan pilnie krząta się wokół domu i siedliska :) Brawo! :)

    I tu mnie jedna informacja zawarta w Waćpana poście zmartwiła w kontekście moich prac wykończeniowych - fakt, że koty śpią w wełnie mineralnej. To i myszy w niej będą spały...
    Niedobrze! Jest i plus tej informacji - po kiego grzyba ocieplać ścianki drewniane ganku kosztowną wełną mineralną skoro myszy i tak tam zagnieżdżą się? Można czegokolwiek darmowego napchać i efekt będzie taki sam lub bardzo podobny, a o ile tańszy! :)

    Pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń
  2. Wzajemnie pozdrawiam i przede wszystkim spokoju, zrozumienia i przyjaźni ze strony sąsiadów życzę. Czytać o Panny z czernią przejściach strach, a i podziw dla Panny odwagi i determinacji wielki...

    Rozumiem, że ściany ganku są podwójne, tak? W takim starym (jak zgaduję) domu ocieplano oryginalnie w ten sposób, że albo pozostawiano między podwójnymi ścianami pustkę, ale używano takich naturalnych materiałów jak trociny czy mech.

    Ściany pionowe najwygodniej się ociepla płytami karton - gips. Tyle, że nie są one zbyt tanie. W ostateczności, można po prostu przykleić styropian. W styropianie podobno myszy drążą korytarze, ale jest dość tani i łatwy do wymiany. Nawet zostało nam opakowanie kleju do styropianu - tyle, że pękło i w takim stanie nie ma jak na Mazury wyłsać :-)

    Mam nadzieję na dalszą lekturę i wymianę doświadczeń!

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam :)

    Ahh ta czerń... ;))) życzę lepszego środowiska wokół Waćpana niż takie w jakie ja trafiłam :)

    A co do ścianek - są pojedyncze, drewniane ale ta druga ścianka jest do przybicia jak tylko deski będę miała, ewentualnie żerdzie tam nabiję gęsto jedna przy drugiej, a w lukę między ściankami napcham siana lub dam cokolwiek taniego lub dostępnego co będę miała pod ręką.

    Płyty kartonowogipsowe ni styropian się na wsi nie sprawdza - wilgoć i gryzonie niszczą płyty, a gryzonie styropian. Wełna szklana jest okay do ocieplania - myszy się nie gnieżdżą, myślałam, że ta wełna mineralna co kupiłam to szklana, ale chyba nie jest.

    Pozdrawiam,
    Indianka

    OdpowiedzUsuń
  4. Siano będzie gniło. Niezbyt przyjemny zapach. Lepiej trocinami!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...