środa, 20 stycznia 2010

Cud nasz codzienny…

Nie macie Państwo pojęcia, jak ja się cieszę, kiedy wyjdę o tej 5.15 – 5.30, zapalę światło pod wiatą i widzę, że wszystkie konie są i że mają się dobrze! Jak na razie ten cud codzienny zdarza się co rano – najwyżej okazuje się, że Maleństwo albo Osman Guli błąka się za płotem. Ostatnio zresztą – tylko w najbliższym otoczeniu wiaty, bo po skorupie lodowej chodzić im jednak niewygodnie. Kiedy je wszystkie widzę w dobrym zdrowiu rano, wiem już, że będą z nami tego dnia i że jest to kolejny dzień szczęśliwy. Niezależnie od tego, co jeszcze się zdarzy… Niezależnie od tego, ile nam takich dni zostało!

No i patrzcie Państwo, zebrało mi się z samego rana na liryczny nastrój – a gdzie dowcip w tym wszystkim? No właśnie: wczoraj rano dolna linka zamykająca wejście była przerwana, wszystkie konie grzecznie w środku (abstrahując od faktu, że po zniszczeniu w niedzielę pierwszej linii naszej barykady ze słomy, broniącej im dostępu do siana, właśnie nadkruszyły linię drugą; dziś w nocy i ta padła, obżarte są więc do nieprzytomności – słoma byłego sołtysa była po prostu zbyt słabo sprasowana…). Ale potem jadąc do sklepu znalazłem końskie bobki już między zabudowaniami, we wsi – a Lepszej Połowie wydawało się, że słyszy przez sen tętent kopyt, który najpierw się oddala, a potem powraca. Nocne życie, o którym nic nie wiemy?

Dziś obie linki mocno były poluzowane – wisiały zupełnie nie napięte. Wszystkie konie grzecznie w środku. Ciekawe tylko, gdzie znajdę ślady ich bytności..?

W każdym razie teraz są i mają się dobrze. Wczoraj wylonżowałem tylko Osman Guli i Maleństwo (Lepsza Połowa nie czuła się dobrze, mam nadzieję, że dziś będzie już lepiej po użyciu wszystkich medykamentów, jakie nam tu jeszcze zostały, a sam byłem zajęty rżnięciem…), któremu zmiana kierunku przychodzi coraz łatwiej i z coraz mniejszym stresem. Musieliśmy latem popełnić jakiś błąd przy pierwszych próbach, że się potem tak zaparła. Dziś, jeśli tylko uda mi się osuszyć jej pokryty śniegiem grzbiet, chciałbym jednak po południu wsiąść na Strasznego Zwierza. Tak dla poprawy pracy jej przeciążonych nadmiarem siana jelit!

Przeglądając blogi innych przesiedleńców z miasta na wieś, miałem okazję do refleksji: co my tu właściwie robimy i dokąd zmierzamy? Cóż, nie uciekliśmy z miasta na wieś. Ucieka się przed czymś. Uciekiniera najczęściej w dodatku coś goni. Tymczasem to my raczej gonimy. Za szczęściem rzecz jasna, bo niby za czym? Amerykanie to mają nawet w konstytucji wpisane, zaraz na samym wstępie, to niby dlaczego my mielibyśmy być gorsi? A czy może być większe szczęście niż piątka takich czworonogich urwisów? Gluś, który tak się niecierpliwi, czekając aż woda popłynie z rozmrażanego kranu, że zaczyna przy nim pyskim majstrować – jak by mu pozwolić, to by całe to ustrojstwo w końcu rozebrał. Mój Wielki Straszny Zwierz, ideał końskiej urody dla całej wsi i okolic, bo wielka, gruba i bardzo się błyszczy – sybarytka stajenna i leń, o której przystosowanie do surowych warunków zimy bez stajni bałem się najbardziej, a która ma się tu najlepiej ze wszystkich i kwitnie wprost fenomenalnie. Oraz Trzy Gracje, absolutnie wyjątkowe i niepowtarzalne, a każda inna i każda doskonała na swój sposób…

Zaraz się obsmarkam..! Kończę, bo w takim nastroju niczego sensownego i tak nie napiszę. Powinienem, zgodnie z obietnicą napisać o podróżach do gwiazd – co by poszerzyć target tego bloga i jeszcze parę sms-ów zarobić (awansowaliśmy na 7. stronę rankingu, bardzo dziękuję i proszę o więcej! Głosowanie trwa jeszcze do jutra! Do finałowej dziesiątki pewnie nie wejdziemy – ale gdyby tak zakończyć wyścig, ambitnie powiem: na stronie trzeciej… Na trzecią stronę rankingu, to już wielu internautów zagląda! O wielu więcej, niż na siódmą… A do tego starczy jeszcze jeden czy dwa sms-y. Twój może..?). Albo opisać moje z Wielkim Strasznym Zwierzem krwawe z wisielcami, krowami, drutem kolczastym i podróżami pieszo przez ćwierć Polski przygody, żeby przykuć Państwa do foteli i biurek i nie pozwolić wstać od końputerów, nim przeczytacie… Ale się rozkleiłem i nic z tego nie będzie. Trudno. Mazgaj ze mnie, znakiem tego… Albo i mnie jakie choróbsko bierze i stąd ten dziwny nastrój…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...