środa, 27 stycznia 2010

Bag's End


Wczoraj wieczorem pocieplało. Na tyle, że dało się już - zadzierając nogi na biurko, bo podłoga ciągle miała temperaturę lodowiska - posiedzieć trochę przy końputerze. A dziś rano okazało się, że nic nam w chatce nie zamarzło: ani dopływ do rezerwuaru w toalecie, ani prysznic, ani nawet woda w kociej misce... Może i pralka odmarzła..? Strach sprawdzać póki co. W każdym razie, po doświadczeniach ostatniego tygodnia wiem już jak powinniśmy się byli zagospodarować. Żadnych tam chatek z bali! Żadnych wiat dla koni.

Trzeba było zbudować ziemianko - jurtę. Dolna część, dwunastościan o średnicy 12 m i wysokości 2,5 m, z drewnianym stropem wspartym na murłacie i na 7 słupach, częściowo wkopana w ziemię, a w całości obsypana grubą warstwą gruntu. Można by ją zbudować z pustaków, których mamy pod dostatkiem, zabezpieczając je od zewnątrz przed przesiąkaniem jakąś smołą albo innym lepikiem.

W tej dolnej części, doświetlanej od góry przez świetliki, pełniące też funkcję wentylacji (nasz architekt, Adam, zaprojektował nam takie dla hali basenu dla koni), mieszkałyby sobie koniki. Byłoby im ciepło. Nam też byłoby ciepło, bo byśmy mieszkali nad nimi. W lekkim baraczku 6 x 6 m (więc większym niż nasza chatka), ustawionym dokładnie nad ziemianką dla koni, wewnątrz obszernego namiotu, zakotwiczonego na tej samej murłacie, na której opierałby się strop ziemianki, rozpiętego na szkielecie z moich 2,5-calowych rurek stalowych. Namiot mógłby być podwójny, żeby lepiej izolował. Dla lepszej stabilizacji możny by też konstrukcję wzmocnić jakimiś linkami stalowymi zakotwiczonymi w fundamentach ziemianki. Wolną przestrzeń pomiędzy wewnątrzną ścianą namiotu a ściankami naszego baraczku, wypełniając sianem, słomą, drewnem i innymi zapasami (pułk Murkisów musiałby ich przed myszami bronić...) - byłoby ciepluto. Baraczek też byłby od góry doświetlany i wentylowany dużym świetlikiem (3 x 3 m), pod którym stanęłaby wyspa kuchenna dla Lepszej Połowy.

Żeby to zbudować muszę jedynie:
a) Uruchomić koparkę (trzeba rozebrać i przejrzeć tylny most oraz wymienić rozrusznik)
b) Kupić dwukółkę, żeby było czym drewno, ziemię, piasek i inne materiały transportować.
c) Kupić ok. 100 mb kantówki 14 cm. W naszym ulubionym tartaku to by było 1400 zł. Pryszcz. Oraz jakieś 10 do 15 m3 króciaków calowych po 250 zł/m3. Też pryszcz. Tyle, że trochę to by potrwało, bo króciaki są dostępne w miarę, jak się gromadzą i nigdy nie udało mi się wybrać więcej jak 0,7 m3 naraz.
d) Kupić lub wypożyczyć spawarkę do kompletu z już pożyczoną betoniarką (swoją drogą własna betoniarka też się na przyszłość przyda).
e) Kupić trochę zbrojeń na fundamenty dla ziemianki oraz odpowiednią ilość cementu, lepiku lub smoły, nieprzemakalnego płótna na poszycie jurty, linki stalowej oraz 36 m2 podłogówki na wyłożenie podłogi baraczku (ale też mam źródełko bardzo taniej podłogówki).
Całą resztę mamy na miejscu. W sumie to i dół jeszcze jest - bo ten kawałek, którego Radek jeszcze nie zasypał, strategicznie umieszczony tuż obok hydroforni, w sam raz się nada. Wymiar pasuje.

Ziemianka, żeby nam za bardzo w baraczku nie jechało amoniakiem, musi mieć spadek i dreny, odprowadzone do naszej oczyszczalni ścieków. Przy okazji wydrenuje się też wiecznie zalaną hydrofornię.

Wyobrażam to sobie na roboczo tak:
Przekrój (bez centralnego słupa: pytanie, czy nie trzeba by go jednak odlać z betonu, żeby zakotwiczyć do niego linką szczyt konstrukcji namiotu?) Liniami przerywanymi zaznaczone osie świetlików.

 
Rzut stropu ziemianki z zaznaczonymi belkami, świetlikami i miejscem posadowienia baraczku.

To jest oczywiście fantazja. Pozwolenie na budowę mamy czegoś zupełnie innego. Ale, jeśli nie uda mi się odzyskać trwałej równowagi finansowej i zdolności kredytowej, pozwalającej myśleć o kredycie na budowę normalnej stajni...

Poza tym, może się to komuś przyda? Choć wątpię, żeby wielu było takich kretynów jak my, co się na "surowym korzeniu" budują...




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...