wtorek, 14 kwietnia 2009

Pomysł na biznes...

Czytałem gdzieś, że w Warszawie jest przedszkole dla dzieci pracoholików: w ciągu tygodnia ma bardzo długie godziny pracy, a w weekendy oferuje rodzicom prowadzone przez psychologów warsztaty uczące nawiązywania kontaktu z pociechami. Można by zaoferować podobne warsztaty uczące jak właściwie przeżywać Święta. Wcale mi przy tym nie idzie o kontekst religijny: to jest osobna zupełnie kwestia, jak powszechnie wiadomo, większość Polaków to niewierzący, ale praktykujący, a polski katolicyzm to przede wszystkim "religia obyczaju", ściśle związana z pewnym trybem życia, praktykowana całkowicie bezrefleksyjnie. Kłopot w tym, że już i z tym obyczajem jest coraz gorzej: raz, że ogromna większość narodu żyje od dawna zupełnie inaczej niż to było jeszcze 20 czy 30 lat temu i coraz mniejszy ma związek z naturalnymi rytmami przyrody, na których nasz chłopski obyczaj był oparty. Dwa, że świątecznym obyczajom towarzyszyć powinny pewne emocje. Powinny, a jakoś nie towarzyszą! Bo, powiedzmy sobie szczerze: czy spędzanie czasu z nie widzianą od kilku miesięcy jeśli nie od lat rodziną może być czymś więcej niż udręką? Zwłaszcza w połączeniu z nadmiarem tłustych potraw na stole... Pewnie można by w ramach takich warsztatów (dla parafii wykupujących hurtem udział w zajęciach - zniżka!) nauczyć ludzi jak przezwyciężyć brak tematów do rozmowy (czy w ogóle można rozmawiać z kimś innym niż koledzy z pracy..? To jest poważny problem w dzisiejszych czasach!), okazywać sobie uczucia które nawet, jeśli faktycznie gdzieś tam w środku są, jakoś nie znajdują sobie w ramach obyczaju stosownego ujścia na zewnątrz itd., itp. Kasa po prostu leży na ulicy - i gdybym tylko był psychologiem...

Miał to być blog o koniach, a tymczasem robi się blogiem o wszystkim innym. Na koniec więc - ogłoszenia. Padł mi laptop, przez co chwilowo straciłem zdolność edytowania mojej strony, www.boskawola.pl, tudzież wysyłania i odbierania załączników itd. Wszystko co mogę robić, to tego bloga prowadzić, stąd i dzisiejsza aktualizacja. Szczęśliwie dowieźliśmy Melesugun i Osman Guli do ogiera Germes w Czechach. Teraz kolej na Melemahmal, która powinna pojechać do Topolcianek na Słowacji, gdzie będzie inseminowana. Nawet jużeśmy wyruszyli w drogę, kiedy okazało się, że Lamart ciągle jeszcze nie ma badań, a Melemahmal właśnie zaczyna się grzać... Cóż, pojedziemy za dwa tygodnie.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...