czwartek, 10 grudnia 2009

Remanent nr 2

Mógłbym napisać, że największym osiągnięciem ostatnich kilku dni było ponowne zapięcie puślisk do kulbaki, które wypiąłem w niedzielę na nieszczęsną jazdę Jakuba, ze skutkiem opisanym w poprzednim poście. Z braku automatu, w kulbace jest to trochę bardziej skomplikowane niż w siodle. Jednak, mimo wszystko, takie podsumowanie czterech minionych dni byłoby trochę niesprawiedliwe.

Przyszły zimowy padok jest już wyrównany, wytyczony, a większość dołków pod słupki, wykopana. Rano mam pojechać po przyczepkę, betoniarkę, młot i słupki. Najpewniej nie uda się nam skończyć jutro, ale w sobotę, jeśli pogoda nie będzie drastycznie zła, jest to możliwe. Potem, oczywiście, trzeba jeszcze będzie pospawać poprzeczki, więc o zakończeniu całej pracy wcześniej niż w przyszłym tygodniu mowy nie ma, ale jest to już przynajmniej wyobrażalne.

Równie wysoko można by cenić fakt, że udało mi się wreszcie (nie bez przeszkód) zawieźć Lepszą Połowę mnie do pani doktor i zrealizować receptę na leki niwelujące skutki jej alergii na kocią sierść. Co jest nie bez znaczenia w sytuacji, gdy oprócz naszej domowej Sylwestry na co dzień alergizuje ją także przydomowy Murkis J.

Tak samo nieoceniony jest fakt, że zdobyłem pierwszy dowód na istnienie czytelników tego bloga: jeszcze raz bardzo dziękuję pani Hannie za propozycję pomocy. Jeśliby miałoby być bardzo źle z naszymi końmi, nie będę się wstydził poprosić. Na razie poratowali nas rodzice Lepszej Połowy mnie, dzięki czemu najpewniej przetrwamy święta.


Pomniejszych sukcesów było trochę, ale jestem zbyt zmęczony, żeby się nad nimi rozwodzić dłużej. Wszystko to zresztą nie ma znaczenia. Jak wiele innych marności tego świata. Zwłaszcza wobec (też zresztą ulotnego jak puch) uroku takich chwil jak ta, uwieczniona na zdjęciach…
  
W kolejności (od prawej, leżą): Margire, zwana także Małą lub Maleństwem, Osman Guli częściej zwana Bubą, Bubcią, Bubusiem, Bubuszem, ostatnio: Bubulencją oraz Melesugun powszechnie znana jako Ziółko albo Królewna (Śpiąca: regularnie przesypia pory posiłków, a że MUSI dostać owies jako druga, zaraz po Szefowej, to wszyscy na nią czekają…). W tle stoi Dalia wlkp, czasami, ale to bardzo rzadko, zwana jeszcze Kwiatuszkiem, szefowa całej ekipy… Na żadnym ze zdjęć nie ma Glusia, ale nasz weteran – emeryt po prostu cały czas chodził za strzelającą fotki Lepszą Połową mnie – więc nie zmieścił się w kadrze.









































2 komentarze:

  1. Piękności achałtekińskie :) ładny dorobek :)
    Czym będziesz krył swoje dziewczyny w tym roku?

    Pozdrawiam ze śnieżnych Mazur,
    Indianka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to wpis sprzed 100 milionów lat! Archeologia wręcz!

      Knedlik zostaje, aż zrobi swoje po raz drugi...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...