środa, 28 października 2009

Prawie jak... potlacz!

"Prawie jak..." czyni różnicę. Nie świętujemy, choć i kota udało się od śmierci głodowej uratować i nasza koza jakby bardziej się do nas uśmiecha. Nie świętujemy, choć oczekiwane od zbyt dawna przelewy przyszły i być może nawet zaczniemy teraz spłacać długi, a w każdym razie - będzie łatwiej... Nie świętujemy, bo jesteśmy po prostu zbyt zmęczeni.

Zmiana przyszła wczoraj wieczorem. Jużeśmy spoczywali, a nasza koza powoli dogasała. Nagle najpierw dym wypełnił naszą chatkę, a potem pociągnęło od kozy zimnym wiatrem. Po prostu wiatr zmienił kierunek, zaczęło wiać od północy i komin zamiast odprowadzać ciepłe powietrze z produktami spalania na zewnątrz, pracował jak nawiew zimnego powietrza do środka.

Od wczoraj wieczór wieje z północy dość silnie i stale. Dzisiaj kozy rozpalić się nie udało. Dym leciał do środka, a płomień zamiast do góry, wylatywał dolnymi drzwiczkami. Co było zrobić? Pojechałem po rury, bloczki kamionkowe i silikon. Komin dłuższy o 1,5 m i wystający ponad kalenicą dachu rozwiązał problem. Nie tylko nic już do środka nie wieje, ale i rozpala się jakby łatwiej i nagrzewa szybciej...

Zdążyłem też przywieźć owies i skończyć poprawki pewnego zlecenia - i dzień zleciał, a ja padam na twarz choć nawet nie wsiadłem na konia. Jutro będzie lepiej: rano jadę po deski i biorę się za obijanie wiaty!

Żeby tak jeszcze udało się naprawić koparkę, a uznam, że wyszliśmy z dziejowego zakrętu...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...