wtorek, 27 października 2009

Móóój jest kawałek podłogi..!


Pozycja naszej Sylwestry wciśniętej w zakamarek nie wykończonej podłogi na stryszku naszej chatki kojarzy mi się z tym przebojem Lady Pank. Kota przesypia tak całe dnie mimo, że na dole cieplej i milej...

Przez pierwsze 6 - 7 tygodni w Boskiej Woli kot zwiedzał okolicę. Potrafiła zniknąć na cały dzień (nocne wycieczki, które na pewno bardziej by jej odpowiadały już po pierwszym tygodniu wybiły jej z głowy wiejskie koty, które przychodzą tu polować na nasze ryjówki i nornice), doprowadzając nas tym do niemałej paniki. Teraz jednak jest zimno, wietrznie, mokro i miejski kot nie zamierza marznąć w jerzynach czy w dołach pozostałych na naszej ziemi po wybraniu przez wieś żwiru w czasach, gdy był to bezpański nieużytek. Z drugiej jednak strony, tak poddać się swojemu państwu i cały dzień być miłą i mruczącą, to też nie jest dla kocich interesów korzystne... Pozostaje zatem strych i strychu kot trzymać się zamierza. Strychu kot nie odda, choćby nie wiem co! Nauczyła się nawet specjalnie w tym celu chodzić po drabinie, tylko drzwiczki trzeba jej otwierać, bo jeszcze nie radzi sobie z kłódką :-)


Oczywiście, czasem trzeba z obrzydzeniem wyjść na ten paskudny świat, choćby po to, żeby załatwić potrzeby naturalne, ale żeby czerpać z tego przyjemność, czy na ten przykład - żarcie, którego mnóstwo biega dookoła? Kot nie jest jeszcze aż tak zdesperowany. Mimo, że nie jadła już ponad dobę: ostatnie chrupki skarmiłem jej poprzedniej nocy, a nic, co by się dla kota do jedzenia nadawało, w tej chwili już nie mamy. Tak to jest, jak się ma dochody: aż dwa przelewy do mnie od ładnych kilku dni idą, od dwóch różnych pracodawców, jeden w złotych, drugi w euro - a na koncie jak było zero, tak jest, tylko jakby mniej okrągłe, a bardziej wychudzone...

Żeby nie było, że narzekam. Nie, skąd, wcale! Nasza sytuacja finansowa jest może trochę nietypowa, bo jeszcze nigdy nie byliśmy aż tak wydrenowani z rezerw jak teraz i nigdy jeszcze nie mieliśmy tylu długów i tylu nie zapłaconych rachunków. Z drugiej jednak strony, przyciśnięty do muru ruszyłem dupskiem i potencjalnych oraz aktualnych źródeł dochodów mamy teraz o wiele więcej niż jeszcze kilka miesięcy temu. To musi w końcu dać efekt. Tylko te przelewy to jednak mogłyby piechotą nie chodzić. Chyba będę musiał zmienić bank? Uwaga, uwaga, panie i panowie z BRE, halo! To ostatnie ostrzeżenie, jak dalej będziecie księgować tak leniwie te moje wpływy, a z taką skwapliwością ubytki, to się pożegnamy!

Wracając do meritum, czyli do kota: przy wiacie dla koni, gdzie jest mnóstwo rozsypanego owsa, zalęgły się nam nornice. Zupełnie dzikie, polne, ludzi się nie boją, wczoraj zaglądając do koni wieczorem dwa razy o mało się nie potknąłem o jedną, a jest ich co najmniej parka. Znaczy się, będzie ich więcej :-) Kot, w sumie, łaski by nie robił, gdyby na coś takiego zapolował. Nawet ją tam rano zaniosłem, gdy domagała się żarcia. Jak łatwo się domyśleć, nie spotkałem się ze zrozumieniem.

O co chodzi? - pytał kot. - Przecież jestem miła i ładna i mruczę i przytulam się w nocy, to czego ty jeszcze chcesz? Mogę, ewentualnie, pohałasować i obudzić cię, żebyś mnie nakarmił, ale spacer zamiast śniadania..? Absurdalny pomysł!

Prawdę pisząc, kiedyś nawet przyniosłem jej jedną taką, znalezioną na polu po prasowaniu siana (chyba coś jej się stało, bo kompletnie ogłupiała była): kot obwąchał, raz pacnął, uznał że to głupia zabawka i przestał się tym żyjątkiem interesować. A myszy w tym czasie zjadały nam książki! Dopiero tydzień temu zdobyliśmy się na wysiłek opróżnienia i odsunięcia od ściany całego regału i zabicia dziury w ścianie, którą dostawały się do środka. Tej nocy zresztą, chyba przegryzły się z powrotem, bo straszny pisk był. Na wszelki wypadek pozabijam wszystkie podejrzane miejsca raz jeszcze. Takie to są uroki życia na wsi w oczekiwaniu na przelew...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...