niedziela, 12 sierpnia 2018

Złoty koń

Melesugun, nasza wspaniała Szefowa, przewodniczka stada, to prawdziwie złoty koń - nie tylko z powodu sierści! Również z powodu szczerozłotego serca. To taki koń, co i na armaty pójdzie (i nie spocznie, póki kopyt przynajmniej we krwi nie zanurzy...) i dziecko wyniańczy - jednego popołudnia. Znaczy się, z braku armat - może też zaszarżować na pasące się przy drodze krowy, albo na przejeżdżający samochód. Co tam sobie chcecie..:










Julian poświadcza zza krzaków:


(biedak, na razie samotnikuje - ale zimą, o ile nikt z Państwa się nie skusi na kupienie go - pozbawimy go męskości i może, z czasem, będzie mógł też dołączyć do stada - jako ogier nie jest już nam więcej do niczego potrzebny, choć potomstwo dał znakomite; nie ma sensu jednak kręcić się w kółko, a i więcej źrebiąt - nie potrzebujemy...).

wtorek, 7 sierpnia 2018

Wyrwaliśmy..!

z córą największy pigwowiec:



Wprawdzie w sierpniu się nie przesadza roślin, ale co było zrobić..? Wcześniej nie miałem urlopu, a ten pigwowiec rozrósł się już zdecydowanie za bardzo. Nawet, jeśli owocował (co trudno było stwierdzić, dopiero po wyrwaniu znaleźliśmy trochę owocków w głębi czupryny...), to i tak nie sposób się było do tych owoców dobrać - a przy okazji zabierał światło pozostałym pigwowcom i częściowo, jagodom goji, które bardzo od tego zmarniały. No i przejść się nie dało - cały kąt ogródka mamy przez to zapuszczony.

A jeszcze w 2015 roku nie wyglądało to groźnie:



Znakiem tego - pigwowce utuczyły się tak dzięki opiece Najlepszej z Żon...

Teraz, olbrzym, podzielony na siedem części, powędrował za zewnętrzne ogrodzenie Pierwszego Padoku w charakterze żywopłotu. Przeżyje - dobrze. Nie przeżyje - trudno, jakoś zniesiemy ten cios...

Poza tym, walczymy z ogrodzeniami, przy okazji gromadząc opał na zimę. Jak by się komuś z Państwa straaasznie nudziło i chciał wypocić parę litrów zbędnego płynu z organizmu - to zapraszam serdecznie, roboty dla każdego wystarczy... Można sobie artystycznie pobrudzić stopy..:


wtorek, 24 lipca 2018

Buba bawi, Buba uczy

Buba brzuchol sobie tuczy...

A nie - to nie ładne!

No ale - to jest po prostu koń. A nawet, napiszę więcej: jest to istota niewątpliwie płci żeńskiej - która z życia czerpie pełną paszczą. Bez żucia półgębkiem, kompromisów, półkroczków (choć już półpiruet..?) i bez, krótko pisząc, opitalania się.

A jak się do tego trafi jeździec, nawet wciąż początkujący, który się szybkości nie boi - obrazki, naszym zdaniem, całkiem ładne wychodzą:








Najlepsza z Żon (która akurat dziś obchodzi urodziny - poproszę gratulacje i życzenia w komentarzach; ładnie proszę...) uważa, że powinniśmy dla zapracowanych mieszczuchów organizować warsztaty - z naszymi zwierzakami w roli trenerów. Buba byłaby trenerem zdrowego apetytu dla anorektyczek, bulimiczek i innych osób z zaburzeniami łaknienia i samooceny. Z kolei kotka Krystyna mogłaby pomóc pracoholikom w przezwyciężaniu ich (samo)niszczącej choroby w trakcie 22-godzinnej sesji terapeutycznego leżenia w łóżku...

Tylko bazę noclegową musimy poprawić..!

Jak przyjechałem wczoraj z pracy (z lekka spóźniony - dzięki Kolejom Mazowieckim, ma się rozumieć...), to się w ogóle zdziwiłem, bo na tzw. "Padoku Trójki", gdzie mamy (wciąż się zmniejszający zresztą...) ogrodzony placyk do jazdy znikały mi właśnie trzy dziewczyny (Żona, Ola i córka) i aż dwa konie.

Okazało się, że wzięły z Wielkiego Padoku także Szefową, która tydzień temu nam zakulała (wet był, niczego nie znalazł, stopniowo jest z tym coraz lepiej, tylko z przedwczoraj na wczoraj z deczka się pogorszyło - aż musiałem Szefową po krzakach przy śniadaniu szukać, bo za resztą stada nie poszła...: najpewniej jest to skutek dyscyplinowania młodzieży metoda wykopu obunóż - co zrobić, takie są "koszta własne" przywództwa w stadzie...), co by sprawdzić, jak tam z jej zadnią nogą - i przewieźć, przy okazji, Weronikę. Na czas pracy Szefowa została sobie na trawce:


Pewnie, że można było zrobić lepsze zdjęcia. A jakże! Ale zróbcie lepsze zdjęcia, jak Wam córa w obiektyw zagląda:


Albo, co gorsza - intensywnie pracując łydkami i dosiadem zmusza Was do piaffu, aż pot po czole cieknie..:


poniedziałek, 23 lipca 2018

Buba Express












No dobra: Buba jest trochę niewygimnastykowana. Zwłaszcza na prawą stronę. Moja wina. Poprzedni raz siedziałem na niej... trzy miesiące temu..? Jakoś tak. To nie jest żadna praca. Nawet gdybym coś od niej wymagał. A, prawdę powiedziawszy, nie wymagam: te łzy w oczach, wyciskane przez gwałtownie sprężane przed frontem powietrze, gdy przyspiesza - i ta "dzikość serca", o której pisał 2500 lat temu niejaki Konfucjusz przestrzegając dystyngowanych dżentelmenów przed jazdą konną (o pannach nie pisał, bo nikomu do głowy by w jego czasach nie przyszło, pannę na konia wsadzać...) - są tak radosne, że nie umiem już nic więcej wymagać.

Ale bardzo szanuję ludzi, którzy wymagają. Oczywiście że tak!

My z Bubą, na naszej strony, to jednak spróbujemy nauczyć też trochę tej radości i dzikości. Iiiii-haaaa..!

niedziela, 24 czerwca 2018

Monsun?

Wygląda na to, że nastał kres niemal dwumiesięcznej pory suchej. Od czwartku z dłuższymi, a od wczoraj już tylko z krótszymi przerwami - pada. Nie jakoś strasznie ulewnie, ale - dość obficie i dość często, żebyśmy znowu mogli zacząć myśleć z niejakim optymizmem o naszych roślinkach.

Co prawda, ta zmiana pogody nieco nam skomplikowała plany imprezowe (ale nie było tak źle, przecież mógł nikt nie przyjechać, prawda..? a jednak parę osób było i chyba nie bawili się źle - o czym konkretniej, jak dostaniemy jakieś zdjęcia bo, jako gospodarze - nie mieliśmy czasu sami ich robić...), a nawet - kosztowała trochę zdrowia, bo wszyscyśmy zakatarzeni i gardłowo obolali - ale i tak się cieszymy..!















Emeryci dziś przed południem zażądali wysuszenia w stajni:



ale po kilku godzinach dali się wyprowadzić bez oporu a nawet ze smakiem zajadają trawę, korzystając także z nieobecności dokuczliwych przez ostatni miesiąc owadów.

Tak że - fajnie jest..!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...