piątek, 10 listopada 2017

Najpiękniejszy prezent

Korzystając z okazji przepraszam, że nie podziękowałem wczoraj za liczne życzenia na fejsie: w pracy na ogół nie mam na to czasu (robię wyjątek tylko z uwagi na wagę wydarzenia), a po pracy nie mam możliwości - w domu internet nam po prostu nie działa. I nic się z tym na razie nie da zrobić. Dziękuję więc tu i teraz!

Przechodząc do tak zwanego "ad rem". Jak Państwo, moi wierni czytelnicy, doskonale pamiętacie, moja ulubienica Buba urodziła nam do tej pory dwoje źrebiąt: Ostovara w 2013 roku, Obe w 2014. W ubiegłym roku poroniła.

Oba udane porody były ciężkie - co zresztą jest detalicznie opisane w przywołanych linkach. Podkreślam w tym miejscu, że problem - JAK SIĘ WYDAJE - polegał na zbyt słabym/nieefektywnym parciu tłoczni brzusznej. Zdaniem Najlepszej z Żon Buba jest po prostu trochę za krótka.

A zawsze - nawet po poronieniu około pięciomiesięcznego płodu - potrzebne było odklejenie łożyska.

Biorąc pod uwagę powyższe spostrzeżenie dość gwałtownie powiększającego się, ewidentnie ciążowego brzuszka - gdzieś tak w połowie sierpnia - tyleż nas ucieszyło, co przestraszyło. Miałem wszelkie powody obawiać się, że kolejny poród będzie jeszcze cięższy. Zgodnie z obserwowanym wcześniej trendem - nieprawdaż..?

Już nie wspominając o nietypowej porze roku.

Oraz o fakcie, że przez ostatni miesiąc Bubol żarł. Pochłaniał. Pożerał. Kompulsywnie i bez opamiętania.

Na co niewiele mogłem poradzić.

Przecież nie mam boksu, w którym mógłbym ją zamknąć na samej wodzie i trocinach..!

(Inna rzecz, że to się może wkrótce zmienić... Między innymi z tego właśnie powodu... Choć wcale nie jestem już taki pewien, że woda i trociny to jest właśnie to, czego ciężarne Buby potrzebują najbardziej..!)

W niedzielę popołudniu nabrzmiały wymiona. O ile przez ostatni miesiąc chodziłem więc do niej w nocy wtedy, gdy nas obudziła nasz Córeczka (co zdarza się z tygodnia na tydzień coraz rzadziej...), dając przy okazji marchewkę, o tyle od niedzieli - ustawiałem już sobie budzik i wpadałem na kontrolę co dwie, w ostateczności - co trzy godziny. Już bez marchewek. W końcu wielki brzuch przeszkadza w porodzie. Podobno..?

Wbrew teorii, którą mi kiedyś opowiadał pewien kolega z pracy, taki tryb spania bynajmniej nie pomaga w zachowaniu zdrowych zmysłów i rozsądku. Wczoraj to już zaczynałem podejrzewać, że majaczę. Albo utkwiłem w jakimś Matrixie. Mniejsza już z jakiego powodu...

A przy śniadaniu zauważyłem pierwszą świeczkę. Przed 16.00 Najlepsza z Żon doniosła: "mleko cieknie z obu wymion". Znaczy się - to już naprawdę blisko!

Mimo wszystko, kiedy dotarłem wieczorem do domu Buba, poza tym, że ledwo się snuła, szeroko rozstawiając zadnie nogi, nie wyglądała jak klacz, która ma rodzić lada minuta. Przynajmniej nie było tego widać po jej apetycie! Inna rzecz, że już śniadanie było lekkie, a zamiast kolacji - jedna, nie za duża, marchewka.

Tym niemniej uznałem, że co najmniej do północy nic wielkiego dziać się nie powinno. Profilaktycznie wprowadziłem ją do magazynowej części wiaty - i nastawiłem budzik na 22.00...

Kiedy dotarłem pod wiatę o 22.04 w pierwszej chwili pomyślałem, że to Rudy rozwala się na słomie. Ale nie! Ona urodziła! SAMA..!

Po raz pierwszy...


Musiało się to wydarzyć dosłownie kilka minut przed moim przyjściem - Mała była jeszcze mokra, a Buba dopiero zaczynała ją wylizywać.

Wstała po około 40 minutach. Po godzinie ssała cycek.

A już kompletnie mnie zszokował fakt, że przed 23.00 Buba... samodzielnie urodziła łożysko!

Nie wiem jak to nazwać. Doprawdy - mamy dla naszych podopiecznych naprawdę mało czasu. Poza tym, że jest bardzo dobrze odżywiona - to jak chodzi o zaprawę fizyczną, kondycję, szczególnie za pierwszym razem - było o wiele lepiej niż teraz. A przecież Buba nie robi się młodsza z każdym rokiem...

Sami Państwo powiedzcie - jak tu nie wierzyć w opiekę Opatrzności..?

P.S.

Jak by ktoś z Państwa nie zauważył - piszę "Mała", bo to klaczunia. Moja ulubienica nie mogła mi sprawić piękniejszego prezentu na urodziny...

sobota, 22 lipca 2017

Szefowa wraca do gry

Ponieważ obu stronom współpraca się spodobała, wygląda na to, że mamy w naszej stajni nowy team: Szefowa - z Najlepszą z Żon!




niedziela, 9 lipca 2017

Młoda mama - z powrotem w siodle!

Nieco ponad sześć tygodni po porodzie. Jasne - nawet ja słyszałem (zresztą od Najlepszej z Żon; która z kolei słyszała od jakiejś koleżanki i od... pielęgniarki w szpitalu..!), że są wśród tzw. "celebrytów" takie, które i w tydzień po porodzie prezentują płaski brzuszek. No i na zdrowie! Mnie tam brzuszek mojej Żony (i w ogóle cała Żona...) bardzo się podoba...













Druga rzecz, że nie każda młoda mama ma takie fajne konie do dyspozycji, no cóż...

wtorek, 6 czerwca 2017

Rudy Rydz

Margire - jak zwykle - sprawiła nam niespodziankę. Kiedy wczoraj rano (mocno spóźniony, było już około ósmej - Najlepsza z Żon wciąż nie czuje się kwitnąco, a prawdę pisząc, właśnie poczuła się znacznie gorzej...) wyszedłem karmić stado, z niejakim zdziwieniem, pomieszanym z ulgą i radością odkryłem, że stado... powiększyło się właśnie o nowego członka! Dosłownie - niestety - ale cóż: najwyraźniej ulubienica Najlepszej z Żon dba o to, aby Weronice nie zabrakło wierzchowców, gdy już trochę podrośnie:







Niespodziankę nam Margire sprawiła, bośmy się nie spodziewali, że pozwoliła Julianowi zrobić swoje już w pierwszej rui - a nie mogło być inaczej, skoro mamy naszego Rudego Rydza już teraz, a nie dopiero pod koniec czerwca/na początku lipca, jakeśmy się spodziewali...

Ten zwierzęcy magnetyzm Juliana..!

Rudy Rydz (ksywka tymczasowa - wiadomo, że nie tak będzie się nazywał i wiadomo nawet, że nie będzie, koniec końców, po prostu rudy - choć miał rudego dziadka - ale jakiej on będzie maści, tego nie podejmę się w tej chwili przepowiedzieć...) urodził się, dokładnie tak samo jak jego starszy brat z zeszłego roku, w czasie burzy. Bardzo burzliwej, głośnej i mokrej.

Rudy Rydz jest rekordzistą wśród całego naszego dotychczasowego przychówku. Po raz pierwszy wyszedł poza ogrodzenie kilka godzin po tym, jak go znalazłem. A mamuśka za nim, rzecz jasna!

W związku z czym całe stado zostało przymusowo przeflancowane na Wielki Padok - w nadziei, że pastucha elektrycznego tak łatwo nie pokona.

Oczywiście - pastuch, jak się okazało, wcale nie działał. A nie jest tak łatwo kupić tego rodzaju urządzenie ot tak - żeby było. Nie w naszej okolicy w każdym razie. Czasu miałem tym mniej, że musieliśmy jechać do lekarza. Na szczęście - zepsuty był tylko zasilacz. Podłączyłem zasilacz od telewizora - i działa na razie.

Mając już pewne porównanie stwierdzam, że narodziny zdrowego i silnego źrebięcia to czysta, niczym nie zmącona radość. Podczas gdy narodziny zdrowej i silnej córki, to jednakowoż mieszanka dużo bardziej skomplikowanych uczuć. Nie to, żebym żałował, o nie! Po prostu - jest to o wiele bardziej skomplikowane. W dodatku do radości - a nie zamiast niej...

środa, 3 maja 2017

Bonanza

Pierwszego dnia maja 2017 roku nasze stado przeniosło się na Wielki Padok:


co, oczywiście, jak zawsze, oznaczało wielką radość. Nareszcie przestrzeń! Nogi można rozprostować! Nie co na tych trzech marnych hektarach Pierwszego Padoku, czy zgoła pod wiatą...











Tak wczesna przeprowadzka wynika z faktu że, podobnie jak rok temu, nie mając ani wolnego czasu, ani potrzebnych środków finansowych, rezygnujemy ze zbierania własnego siana - a w dodatku wcale w tym roku nie nawoziliśmy padoków. W efekcie trawka jest marna. Będziemy się ratować częstą zmianą pastwisk. Miesiąc na Wielkim Padoku - dwa lub trzy tygodnie na Pierwszym - i z powrotem.

No bo inaczej:


Już w nocy z 29 na 30 kwietnia Osman Guli i Margire raczyły były stratować nasz nowy, świeżutko posiany trawnik w ogródku - nudziły się na Pierwszym Padoku z braku trawy, a to ogrodzenie tak zaskakująco zostało za zadami...

Nie było wyjścia! Za to, z inspiracji Najlepszej z Żon, poprawiliśmy bramę na Wielki Padok - wygląda teraz westowo. Gdzieś w chaszczach widziałem krowią czaszkę - może powiesimy na którymś ze słupów..?

Reszta zdjęć z długiego łykendu, jeszcze sprzed końskiej przeprowadzki:















Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...