niedziela, 19 lutego 2017

Pozimie, choć jeszcze nie przedwiośnie...

Nie ma co mówić hop: że w tej chwili odwilż i wszystko pływa, to jeszcze nie dowód, że zima powiedziała ostatnie słowo. Ale dnia coraz więcej. Jak to mówią: słoneczko wyżej, Cesarzówna bliżej... Nie będę tego kalamburu na razie wyjaśniał..! Już tak długo jak było tak srogo nie będzie. Więc - można sobie pozwolić na małe podsumowanie. Czemu sprzyja fakt, że nagromadziły się zdjęcia z dwóch tygodni:












To jeszcze z minionych dwóch tygodni (z różnych dni - wszystkie zdjęcia autorstwa Najlepszej z Żon!). I z dzisiaj:


Przed czyszczeniem...


I na galowo...

niedziela, 5 lutego 2017

Córeczka mamusi...

Tydzień temu, mimo znakomitej pogody i sprzyjających warunków, pracowało mi się z Mahru opornie (co w sumie jest normalne - zwykle pierwszy raz jest najlepszy, potem trzeba na sukces zapracować...), co widać na zdjęciach:










Ale zupełnie niezależnie od powyższego, wdała się córuchna w mamusię, oj wdała! Nie tak dawno Najlepsza z Żon podsumowała charakter Margire kilkoma zdjęciami - wieczna outsiderka, zawsze musi być po innej stronie płotu niż reszta stada:




sobota, 28 stycznia 2017

Don Giuliano

Drodzy Państwo, pewnych faktów nie da się już dłużej ukrywać. Zwłaszcza, gdy dowody są jednoznaczne. W chwili zdarzenia Najlepsza z Żon była co prawda jeszcze daleko, ale niosła aparat, chcąc uwiecznić pięknie błyszczące w świetle zimowego słońca futra - i zrobiła zdjęcie:


Jak się Państwo uważnie przyjrzycie to zobaczycie jak Julian bierze pod podwozie Wigora.

Wigor wyszedł z tego żywy, nawet nie połamany (w każdym razie nie tak, żeby mu to przeszkadzało w poruszaniu). Okazało się nawet, że posiada - w co zdarzało się nam wątpić - centralny układ nerwowy: najpierw na chwilę ogłuchł (znaczy się, zdolny jest odczuwać szok...), a potem - zaczął Juliana, konie i padok omijać baaardzo szerokim łukiem (znaczy się, potrafi się uczyć..!). Biedny jest teraz, więc trzymamy go w chatce.

Tyle faktów. Teraz interpretacja. Otóż - nie do uwierzenia jest, żeby Julian wziął Wigora pod podwozie ot tak sobie. Jasne. Psy potrafią być irytujące. Ale były takie TYLKO względem ogra. Który je zresztą niejednokrotnie celowo do tego prowokował. Klacze zwyczajnie ignorują taki szczekający drobiazg (no dobra, Bubie raz jeden, w podnieceniu, zdarzyło się Lorda pogonić - ale to było w porze marchewki i o marchewkę chodziło, nie o zabawę!), więc i psy od dawna już klaczy nie zaczepiają - znudziło im się, skoro odzewu nie ma.

Co zatem zaszło..? Starannie rozważając wszelkie możliwości i odrzucając tylko to, co niemożliwe, doszliśmy pospołu - Najlepsza z Żon w charakterze Sherlocka Holmesa, ja jako dr Watson - do wniosku, że mamy do czynienia z próbą morderstwa na zlecenie! Julian - Don Giuliano - przyjął zlecenie. To jedyna możliwość!

No tak. Ale kto jest zleceniodawcą..?

Ano - jest jeden podejrzany:


Po oczach widać, że winna!

Motyw jest oczywisty. Lord już się z kotem oswoił:


Ale Wigor, jakkolwiek za to nie karcony, wciąż miał na widok kociego futra wirujące spirale w oczach. I o to chodziło!

Oczywiście, to nie była prosta transakcja! Sądzimy, że jako pośredników, Krystyna zaangażowała myszy. Dlatego zresztą Najlepsza z Żon niedawno nie najlepiej się czuła żołądkowo bez widocznej przyczyny: dla dobicia transakcji trzeba było na kimś zutylizować trutkę na myszy, która tu i ówdzie jeszcze w chatce występuje - kot zrobił to, zbierając i wysypując resztki trutki do herbaty Najlepszej z Żon. W zamian myszy przez tydzień wynosiły cichaczem owies z worka i dostarczały go Don Giuliano (w konsekwencji owies skończył się nam wcześniej niż przewidywałem - jest dowód, ha..!). Gdy transakcja została opłacona - doszło do zamachu...

Mówię Wam: ze zwierzętami trzeba ostrożnie. Nigdy nie wiadomo, co taki sobie myśli (jeśli myśli...)! O:


Z powodu powstałego zamieszania, Najlepszej z Żon niewiele błyszczącego futra udało się uwiecznić:


Uwieczniła za to oko naszego Dona..:


Strach się bać..!

niedziela, 22 stycznia 2017

Ecce equus



Bez podtekstów. Ot - ładne zdjęcie. Miałem jechać z Radkiem, druhem moim na Śląsk, po jakąś maszynę - a nie jadę. Najlepsza z Żon w szkole. Chyba pozostaje dołączyć się do kota i psa i zdrzemnąć trochę...

niedziela, 15 stycznia 2017

Tropy i utrapienia

Zaczniemy od utrapień. Mija oto drugi dzień, odkąd życie naszego "charta" (w rzeczy samej przybłędy bez papierów, więc kundla...) uległo znacznej zmianie. I jak na razie zmiana ta mu się ciągle nie podoba:


A przecież mówię, tłumaczę..! Będzie miał lepsze, spokojniejsze i dłuższe życie. Nie będzie się włóczył nie wiadomo gdzie, więc mniejsza szansa, że go ktoś wreszcie odstrzeli. Nic do niego nie dociera...


Drugą dobę nic tylko nie ruszę się. Tak będę leżał. Albo zostawcie mnie w spokoju, chcę umrzeć! Czy inne "cierpienia młodego Wertera" - jak zauważyła Najlepsza z Żon.

Mimo, że łba nie ucięliśmy. Tylko jądra! Najzupełniej zbędne w naszym gospodarstwie: hodowli kundli "w typie charta polskiego" ani nam w głowie było prowadzić - od samego początku. Histeryczna reakcja Lorda tylko potwierdza, że nasza decyzja była jedyną słuszną - osobnika tak rozchwianego emocjonalnie rozmnażać nie ma sensu. A zaczął się nam włóczyć (abstrahując od kwestii, że ani uwiązać, ani zamknąć, ani włożyć do samochodu i tak się nie daje - żeby go zawieźć na zabieg NAJPIERW musieliśmy podać "głupiego Jasia"...) - aż schudł. Wiadomo, co go tak do wsi ciągnęło...

Poza tym - większych utrapień, chwała Najwyższemu, nie ma: co prawda obojeśmy nieco niezdrowi, ale dziś odpoczęliśmy - mało brakowała, a miałbym kolejny łykend za kółkiem, ale Bóg ustrzegł, będzie dobrze.

Poszliśmy sobie rano na spacerek i, jak to zwykle na ponowie, znalazły się interesujące ślady.

Liska:


Zajączka:



Dzika (tu nie byłem pewien, łoś mógłby wyglądać podobnie, ale dalej znalazły się ślady buchtowania, więc  sprawa jasna):


Zrobiłem ślad stopy (rozmiar 43), żebyście Państwo mogli ocenić wielkość:


Większej liczby zajączków (zapewne dwóch - pora godowa...):


Sarenek:



Sarenki to nawet widzieliśmy, ale mam za słaby obiektyw, żeby dało się im robić zdjęcia z tej odległości. Towarzyszył nam w spacerze tylko jeden pies, kundel (absolutnie beztypowe i jąder nie posiadający już od dawna) Wigor:



A skoro jesteśmy przy rododendronach:


Zabrałem też aparat na południowe karmienie koni. Udało się uwiecznić kilka scenek (namawiam Najlepszą z Żon, żeby notowała gdzieś przynajmniej fabularne scenariusze takich anegdotek, będzie co dzieciom opowiadać, jak się bajki skończą...).

Margire:


Widać mnie dobrze..?


Przygotowuję się...


I hop! Pi...lę kulturę..!


Nie będzie mnie żaden selle francais uczył jeść nożem i widelcem..!

Julian:
To jest MOOOOJA marchewka...!


Moooje wiaderko! Nawet spłoszony go nie wywalę!


Ty potworze! Na pewno chcesz mnie dosiąść! Moje PIĘKNE futro się od tego sfilcuje, auuu..!

Buba:
Stary głupieje...


Żal..!


No ale weź, mogłabyś dać mi coś innego niż PUSTE wiaderko. Widzisz, że płaczę. To z głodu! Z wieeelkiego głodu! A pokazałabym ci na czym polega SZTUKA życia...


Naprawdę nie..? Nic a nic..?

Jedna Szefowa, jak zwykle, zachowała stoicki spokój i w żadne komedie się nie wdawała:
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...