poniedziałek, 1 października 2018

Nie każdy musi jeździć konno…

Łatwo zapomnieć jak różnorodny jest światek koński – mimo swej mikrej, w stosunku do ogółu populacji mieszkańców Polski, liczebności. Zazwyczaj zamykamy się we własnym gronie: własnej stajni, własnego towarzystwa, własnego kółka wzajemnej adoracji. Wyjście za płot częściej wywołuje niesmak, albo przynajmniej zdziwienie – niż ciekawość.

Z jednej strony – pełno jest ciągle stajni i stajenek, przy których nawet nasza Boska Wola wygląda wprost wypaśnie: w porównaniu z wydeptanym, błotnistym klepiskiem, nawet nasza marniutka trawa wprost poraża bujną zielonością. No i, jak by nie patrzeć – wszystkie budynki mamy całe, czyste, suche. Ogrodzenia trwałe, funkcjonalne i estetyczne. Nie ma na co narzekać…


Tymczasem – stajnie i stajenki daleko od naszej Boskiej Woli skromniejsze, by nie rzec wręcz, że przaśne – żyją, mają się jak miały, chyba ich nawet nie ubywa, klientów znajdują, na brak koni nie narzekają (że to są na ogół konie krzywe na wszystkie cztery nogi – i każda w inną stronę – to i cóż..?). Wciąż, jak za mich dawnych, studenckich czasów, prawie ćwierć wieku temu – pełno tam zafascynowanych końmi dzieci (które może nawet nie wiedzą, że istnieje jakiś inny koński świat..?), hałaśliwych i dość wulgarnych podlotków (stan „podlotkowości” utrwala się części amazonek już do końca życia – niestety, na ogół razem z pozostałymi dwiema cechami…) i zawsze znajdzie się jakiś łysy, dobrze umięśniony „trener” w moim wieku (w sumie, gdybym nie miał innej pracy..?), pies i stado kotów.

Z drugiej strony – po ludziach, którzy czasem z bardzo daleko do nas przyjeżdżają, a i po różnych dyskusjach w necie znajduję, iż rośnie w siłę sekta „niejezdków”. Kto to „niejezdek”..? Ano to ktoś taki, kto (zwykle) nie narzeka na brak gotówki i chętnie tę gotówkę na konie traci (stąd, w odpowiedzi na popyt, pojawia się też i podaż: do „niejezdków” dopasowanych „trenerów”, „znachorów”, „teorii” i całych stajni, gdzie się takie towarzystwo skupia…) – ale koni, jazdy, szybkości – panicznie się boi! I stąd: albo wynajduje u swojego (koniecznie..! wszak (nie)jeździć na cudzym koniu – żadna frajda, prawda..?) wszelkie możliwe i niemożliwe choroby i kontuzje – co jest o tyle łatwiejsze, że koń, pokarany przez los takim właścicielem, cierpi z powodu chronicznego braku poczucia bezpieczeństwa, jakie może mu dać tylko stabilne, godne zaufania i zdecydowane przywództwo ze strony człowieka, od czego istotnie, łatwo choruje także somatycznie – albo też: wynajduje wszelkie możliwe i niemożliwe teorie i preteksty, aby tylko – na konia nie wsiadać! A jak już wsiądzie – broń Panie Boże: nie rozpędzić się wyżej skróconego stępa..! No dobra – może być kłus. Ale skrócony..!

Jak koń idzie chętnie do przodu – no to trzeba coś wymyślić, żeby mu w tym przeszkodzić. Nie uda się wmówić, że ma krzywą miednicę, problemy metaboliczne i RAO, więc w ogóle nie powinien pracować, tylko przez najbliższe dwa lata podlegać kosztownej i skomplikowanej rehabilitacji..? No to wymyślamy teorię, zgodnie z którą, nim się przejdzie do wyższych chodów, jeździec musi „znaleźć duchową równowagę i łączność z koniem” – poprzez intensywne wpatrywanie się we własny pępek leżąc na okrąglaku w czasie, gdy koń krąży wokół. Albo – teorię, w myśl której ZANIM w ogóle zacznie się na koniu jeździć – powinien on dorobić się zadku kulturysty i wykonywać piaffy i pasaże na dwóch lonżach…

Naprawdę, odnoszę wrażenie, że jeźdźcy dzielą się na tych bez kompleksów i bez pieniędzy – oraz z pieniędzmi i z kompleksami…

Tylko właściwie: po jaką cho..rę leczyć te kompleksy Bogu ducha winnymi zwierzakami..? Już pomijając mnóstwo innych hobby i sportów, które można uprawiać (takie np. szachy..? Albo chociaż warcaby..?) – doprawdy, nie każdy musi jeździć konno..! Można się dawać wozić bryczką. Albo trzymać własnego konia na Wyścigach i wystawiać go do gonitw. Albo zainwestować w konia czysto pokazowego, zaplatać mu koreczki, lakierować kopytka i malować rzęsy. „Niejezdkom” nie tylko odwagi brak, ale i – fantazji…

piątek, 28 września 2018

Backstage

Kilka zdjęć zza kulis ostatniej - profesjonalnej, a co! - sesji męskiej części naszego stada:



"Efekt brzózki". Nie ma mnie:


Jestem!


niedziela, 12 sierpnia 2018

Złoty koń

Melesugun, nasza wspaniała Szefowa, przewodniczka stada, to prawdziwie złoty koń - nie tylko z powodu sierści! Również z powodu szczerozłotego serca. To taki koń, co i na armaty pójdzie (i nie spocznie, póki kopyt przynajmniej we krwi nie zanurzy...) i dziecko wyniańczy - jednego popołudnia. Znaczy się, z braku armat - może też zaszarżować na pasące się przy drodze krowy, albo na przejeżdżający samochód. Co tam sobie chcecie..:










Julian poświadcza zza krzaków:


(biedak, na razie samotnikuje - ale zimą, o ile nikt z Państwa się nie skusi na kupienie go - pozbawimy go męskości i może, z czasem, będzie mógł też dołączyć do stada - jako ogier nie jest już nam więcej do niczego potrzebny, choć potomstwo dał znakomite; nie ma sensu jednak kręcić się w kółko, a i więcej źrebiąt - nie potrzebujemy...).

wtorek, 7 sierpnia 2018

Wyrwaliśmy..!

z córą największy pigwowiec:



Wprawdzie w sierpniu się nie przesadza roślin, ale co było zrobić..? Wcześniej nie miałem urlopu, a ten pigwowiec rozrósł się już zdecydowanie za bardzo. Nawet, jeśli owocował (co trudno było stwierdzić, dopiero po wyrwaniu znaleźliśmy trochę owocków w głębi czupryny...), to i tak nie sposób się było do tych owoców dobrać - a przy okazji zabierał światło pozostałym pigwowcom i częściowo, jagodom goji, które bardzo od tego zmarniały. No i przejść się nie dało - cały kąt ogródka mamy przez to zapuszczony.

A jeszcze w 2015 roku nie wyglądało to groźnie:



Znakiem tego - pigwowce utuczyły się tak dzięki opiece Najlepszej z Żon...

Teraz, olbrzym, podzielony na siedem części, powędrował za zewnętrzne ogrodzenie Pierwszego Padoku w charakterze żywopłotu. Przeżyje - dobrze. Nie przeżyje - trudno, jakoś zniesiemy ten cios...

Poza tym, walczymy z ogrodzeniami, przy okazji gromadząc opał na zimę. Jak by się komuś z Państwa straaasznie nudziło i chciał wypocić parę litrów zbędnego płynu z organizmu - to zapraszam serdecznie, roboty dla każdego wystarczy... Można sobie artystycznie pobrudzić stopy..:


wtorek, 24 lipca 2018

Buba bawi, Buba uczy

Buba brzuchol sobie tuczy...

A nie - to nie ładne!

No ale - to jest po prostu koń. A nawet, napiszę więcej: jest to istota niewątpliwie płci żeńskiej - która z życia czerpie pełną paszczą. Bez żucia półgębkiem, kompromisów, półkroczków (choć już półpiruet..?) i bez, krótko pisząc, opitalania się.

A jak się do tego trafi jeździec, nawet wciąż początkujący, który się szybkości nie boi - obrazki, naszym zdaniem, całkiem ładne wychodzą:








Najlepsza z Żon (która akurat dziś obchodzi urodziny - poproszę gratulacje i życzenia w komentarzach; ładnie proszę...) uważa, że powinniśmy dla zapracowanych mieszczuchów organizować warsztaty - z naszymi zwierzakami w roli trenerów. Buba byłaby trenerem zdrowego apetytu dla anorektyczek, bulimiczek i innych osób z zaburzeniami łaknienia i samooceny. Z kolei kotka Krystyna mogłaby pomóc pracoholikom w przezwyciężaniu ich (samo)niszczącej choroby w trakcie 22-godzinnej sesji terapeutycznego leżenia w łóżku...

Tylko bazę noclegową musimy poprawić..!

Jak przyjechałem wczoraj z pracy (z lekka spóźniony - dzięki Kolejom Mazowieckim, ma się rozumieć...), to się w ogóle zdziwiłem, bo na tzw. "Padoku Trójki", gdzie mamy (wciąż się zmniejszający zresztą...) ogrodzony placyk do jazdy znikały mi właśnie trzy dziewczyny (Żona, Ola i córka) i aż dwa konie.

Okazało się, że wzięły z Wielkiego Padoku także Szefową, która tydzień temu nam zakulała (wet był, niczego nie znalazł, stopniowo jest z tym coraz lepiej, tylko z przedwczoraj na wczoraj z deczka się pogorszyło - aż musiałem Szefową po krzakach przy śniadaniu szukać, bo za resztą stada nie poszła...: najpewniej jest to skutek dyscyplinowania młodzieży metoda wykopu obunóż - co zrobić, takie są "koszta własne" przywództwa w stadzie...), co by sprawdzić, jak tam z jej zadnią nogą - i przewieźć, przy okazji, Weronikę. Na czas pracy Szefowa została sobie na trawce:


Pewnie, że można było zrobić lepsze zdjęcia. A jakże! Ale zróbcie lepsze zdjęcia, jak Wam córa w obiektyw zagląda:


Albo, co gorsza - intensywnie pracując łydkami i dosiadem zmusza Was do piaffu, aż pot po czole cieknie..:


poniedziałek, 23 lipca 2018

Buba Express












No dobra: Buba jest trochę niewygimnastykowana. Zwłaszcza na prawą stronę. Moja wina. Poprzedni raz siedziałem na niej... trzy miesiące temu..? Jakoś tak. To nie jest żadna praca. Nawet gdybym coś od niej wymagał. A, prawdę powiedziawszy, nie wymagam: te łzy w oczach, wyciskane przez gwałtownie sprężane przed frontem powietrze, gdy przyspiesza - i ta "dzikość serca", o której pisał 2500 lat temu niejaki Konfucjusz przestrzegając dystyngowanych dżentelmenów przed jazdą konną (o pannach nie pisał, bo nikomu do głowy by w jego czasach nie przyszło, pannę na konia wsadzać...) - są tak radosne, że nie umiem już nic więcej wymagać.

Ale bardzo szanuję ludzi, którzy wymagają. Oczywiście że tak!

My z Bubą, na naszej strony, to jednak spróbujemy nauczyć też trochę tej radości i dzikości. Iiiii-haaaa..!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...