niedziela, 20 stycznia 2019

Obchód gospodarski

To już ostatnie chwile. Ostatnie z ostatnich. Przed czym..? A - dowiecie sie Państwo. W swoim czasie. Na razie, korzystając z pieknej pogody - wybraliśmy sie we trójke na gospodarski obchód:














czwartek, 10 stycznia 2019

Oczekiwana zmiana miejsc i ciekawostki ornitologiczno - klimatyczne

Dzieki pomocy naszych przyjaciół (którym składam w tym miejscu serdeczne podziekowania) udało nam sie - mimo mojej choroby - dokonać przeprowadzki stad i dołączenia Juliana do klaczy:



Zdjecia marne, ale nie mamy teleobiektywu, a i światło było już o tej porze dnia wczoraj słabe.

W każdym razie: mamy znowu szcześliwą rodzine na Padoku Zimowym! Mam nadzieje, że kolejne mroźne i śnieżne miesiące upłyną dzieki temu i radośniej i szybciej. Nie ma to jak bezpieczny seks, prawda..?

Jest z tym dołączeniem Juliana do klaczy sto pociech - jak zwykle. Szefowa na początku przyjeła go kopytami. Margire ewidentnie ma złe zamiary (ale to, co ona robi ogierom nie nadaje sie do publikacji...). Buba chodziła za nimi, rzucała zza winkla powłóczyste spojrzenia i starała sie tłumaczyć reszcie: dajcie spokój, przecież to facet, to można wykorzystać..!

Rano wydawali sie już całkiem zintegrowani...
Z ciekawostek ornitologiczno - klimatycznych: onegdaj, w niedawno miniony dzień św. Szczepana posłyszeliśmy klangor żurawi. Istotnie - pole, które mijaliśmy, jadąc do kościoła - obsiedziane było przez te dostojne ptaki. Spóźniony odlot, czy przedwczesny przylot..?

Z kolei dzisiaj mieliśmy okazje obserwować przy przydomowym paśniku, gdzie Najlepsza z Żon dokarmia sikorki i inny ptasi drobiazg - niewielkiego drapieżnika, którego pojawienie sie wywołało ogromny popłoch. W jednej chwili roiło sie od małych ptaszków - sekunde później: pusto i cicho.

Usiadł całkiem blisko (paśnik jest naprzeciw kuchennych okien, właśnie dlatego, żeby można było oglądać...) i dał sie sobie przyjrzeć.

No i cóż: wszystko wskazuje na to, że do Kobusów wprowadził sie... kobuz!

A podobno zimuje tylko w zachodniej Polsce..?

niedziela, 30 grudnia 2018

Dobrze, coraz lepiej!

Ma się nasz piękny Julian:












Jak dalej pójdzie równie pomyślnie - za dwa tygodnie powinien wrócić do swoich stęsknionych klaczy...

sobota, 15 grudnia 2018

Julianowi lżej...

bez jąder:


Jeśli rekonwalescencja pójdzie dobrze - zdaniem Pana Doktora za miesiąc może wrócić do stada.

I dobrze. Serce się krajało patrzeć jak stoi w kącie swojego padoku i już nawet nie rży, tylko patrzy smutno w stronę klaczy...

niedziela, 9 grudnia 2018

Dieta zimowa

Od pierwszego ataku zimy, trzy tygodnie temu, przeszliśmy na dietę zimową. Po latach doświadczeń wygląda ona tak:
- każdy z jedenastu koni, które u nas stoją, dostaje posiłek "treściwy" dwa razy na dobę: około 5.00 rano śniadanie i ok. 19.00 kolację;
- dawki dla poszczególnych koni są różne, w zależności od rasy, wieku i doświadczalnie ustalonych potrzeb (wiadomo, że Buba ma większy apetyt od młodych klaczek, musi dostać trochę więcej - inaczej skończy pierwsza i będzie im zabierać...), ale - zasadniczo - wszyscy dostają owies (zwykły, nie gnieciony) - raz na dobę z marchewką, a raz na dobę - z siemieniem lnianym (całym) i słonecznikiem (też całym) - jeden tylko, emeryt Tiger dostaje do każdego posiłku kilka buraczków: jako koń półkrwi powinien, teoretycznie, dostawać znacznie więcej owsa niż dostaje, ale nie możemy mu tyle dawać bo siada mu przemiana materii i jak tylko zje coś ekstra, puchnie mu puzdro, a bywa, że i nogi - więc owsa dostaje tyle, co dorosłe tekińce, a buraczki są zamiast;
- tygodniowo zużywamy w tej chwili ok. 100 kg marchewki, 40 kg owsa, 20 kg słonecznika, 15 kg buraczków, 10 kg siemienia lnianego - na, jako się rzekło, 11 paszcz (154 porcje...);
- jak chodzi o paszę objętościową, to - poza emerytami (z uwagi na wspomnianą już przypadłość Tigera) - wszyscy mają siano do woli; schodzi ok. 4 - 5 balotów tygodniowo.


Zarówno okopowe, jak i oleiste - w różnych dawkach i konfiguracjach - używamy w zimowej diecie koni od lat. Zwykle efektem są trójwymiarowe jabłuszka (wersja "3D") na zimowej sierści w końcu stycznia...

sobota, 17 listopada 2018

Żarty się skończyły...

zaczęła się zima. Rano wyglądało to na zwykły przymrozek - ale nawet w południe temperatura powyżej zera pojawiała się wyłącznie w pełnym słońcu i wyłącznie na powierzchniach dobrze chłonących ciepło. Lód w poidłach utrzymał się przez cały dzień:

Wąż ogrodowy, którego używamy do napełniania poideł klaczom i młodym ogierkom - nie rozmarzł. Musieliśmy go rozmontować, podłączyć w stajni zamiast do kranu przy chatce (w stajni mamy kabel grzewczy na kranie, więc nie zamarza):

Jeśli taka pogoda się utrzyma - konieczne będzie przemeblowanie na padokach. Klacze pójdą pod wiatę, ogierki na nowy padok "ujeżdżalniowy", staruszkowie, którzy aktualnie go zajmują - na powiększony plac manewrowy wokół stajni. Wszystko po to, żeby skrócić drogę dostarczania wody: nie ma mowy, żebym zdążył rozłożyć węża, napełnić poidła, po czym schować go np. do piwnicy - codziennie.

Na razie wszyscy dostali siano na pastwiska:





A do owsa: siemię lniane i ziarna słonecznika. Humory od razu się poprawiły..!

wtorek, 13 listopada 2018

Juniorki i seniorzy

Zwykle tak jest, że im koń (lub człowiek...) mniej sprawia problemów - tym mniej mu się poświęca uwagi. Czasem pozostawiając go samemu sobie. Na czym, niestety - cierpi. No cóż: nie ma sprawiedliwości na tym łez padole..!

Aż boję się napisać, że którykolwiek z naszych koni sprawiał kłopoty - niespełna dwa tygodnie temu nasłuchałem się komplementów pod adresem naszych czterokopytnych, że do tej pory nie mogę wyjść ze zmieszania. Osobliwie, że dobra jedna czwarta tych komplementów dotyczyła rzeczy oczywistych. Że chodzą na uwiązie. Że nogi podają.

A to są roczne konie, które na uwiązie NIE chodzą i nóg NIE podają..?

No więc, patrząc z tej perspektywy - to powinniśmy mieć same tylko zaniedbane konie, bo takiego, który by po dwóch - trzech powtórzeniach nie załapał, że na uwiązie się stoi lub chodzi, zależnie co człowiek każe, a nogi podaje - tośmy nigdy nie mieli.

Tym niemniej - nauczenie tego ogierków wymagało, powiedzmy, jednego czy dwóch powtórzeń więcej niż w przypadku klaczek. No i w konsekwencji - młode klaczki SĄ zaniedbane. One wszystko w lot łapią - więc nie było powodu specjalnie się nad ich wychowaniem pochylać... W sensie - prawie wcale się nad ich wychowaniem nie pochylałem... Tym niemniej - kiedy wczoraj wyprowadziliśmy Omiid dla zrobienia zdjęć - udało się to całkiem przyzwoicie, choć wcale przedtem nie ćwiczyliśmy. A jest silniejsza od Tadabonda z czasów, gdy miał równo rok...:




Jej starsza o ponad rok półsiostra, Mahvash, w sumie o tyle więcej otrzymała wychowania, że bodaj raz wzięliśmy ją na lince na okrąglak. A fajna jest - jeszcze Państwo zobaczycie!




No i seniorzy. Seniorzy, a i owszem, potrafią dać w kość - osobliwie Siwy dym. Ale też prawdą jest, że jakoś się nad nimi nie pochylamy specjalnie. Wczoraj trochę pobiegali - chyba mamy za dobre siano i Tajowi nogi ciut spuchły..:





Zmierzając do konkluzji: jak by ktoś z Państwa reflektował - miejsce na jeszcze jednego albo dwa staruszki, względnie na jeszcze jednego lub dwa młode ogierki - to by się u nas znalazło. Obiecujemy nie poświęcać nadmiernie uwagi - co, jakoś tak dziwnie, konie czemuś doceniają...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...